Depesza

boxWbrew pozorom nie jest to żeńska wielbicielka słodkiego barytonu Dave’a Gahana, tylko bardzo zwięzła wiadomość.

Żyję. Chyba wylazłam z dołka – podłoże pod stopami nadal nieco niestabilne, ale Jest Lepiej.
Byłam na dwóch randkach z tą samą osobą i wiecie co? Obie strony mają ochotę na trzecią. To po prostu niebywałe! – jak by rzekł Kubuś Puchatek. Continue reading

Zakręt na drodze

road-curve,-road,-forest,-jungle-160624

Próbuję wam powiedzieć, że wcale nie jestem kuloodporna. Ponoć sprawiam wrażenie osoby o wrażliwości Riddicka**. Jest ono mylne. Potopiłam swoje liczne neurotyzmy. Nikogo nie przepraszam, że żyję i rzucam się do walki, ilekroć widzę niesprawiedliwość – albo rażącą głupotę. Ale mam też miękkie miejsca, mam swoje szare godziny, kiedy nie wiem, który koniec tego bajzlu ogarniać pierwej. Continue reading

Jak sobie radzić z rozczarowaniem? (2). Konkluzja

Wybaczcie kwaśną minę. Była niedziela, godzina szesnasta, w słońcu jakieś czterdzieści stopni.

Wybaczcie kwaśną minę. Była niedziela, godzina szesnasta, słońce waliło po ryju jak szpadel.

Wiecie, to naprawdę nie od nas zależy, czy będziemy kochani. Czy opanujemy Kamasutrę i wciągniemy nosem wszystkie tomy Prousta. Czy staniemy na rzęsach w dostatecznie wdzięcznej pozycji; nie.
Jeśli ktoś nas chce, to chce nas z całym naszym bałaganem. 
Continue reading

Błękitna łączka i szafa bez drzwi

No hej. Szanowni, udałam się w szafiarstwo.

Od lat chciałam – i od lat powstrzymywały mnie imponderabilia. Lekceważące parsknięcie byłego chłopaka. Niedobory sprzętowe. Lęk, iż zostanę uznana za osobę niepoważną.

No i co z tego? Ja JESTEM osobą niepoważną. Uwielbiam się stroić i odkąd mam możliwość, czynię to z pietyzmem godnym lepszej sprawy.

Od paru tygodni składam się do grubego – nie tylko w przenośni – tematu (czy ja już kiedyś czegoś podobnego nie pisałam?) A póki co mam dla was wstrząsające wprowadzenie w moją letnią szafę.

1Wstrząsające, albowiem szafa (po prawdzie nie moja, lecz G.)  nie ma drzwi. Nie ma, bo je urwałam. Such glamour.
Continue reading

Co to jest poliamoria (3). Zazdrość

To zwierzątko nazywa się bluespotted ribbon stingray i jest absolutnie urocze. Jakby wymyślił je ktoś z Pixara. Gdyby zazdrość była żywa, byłaby czymś z kolącym zatrutym ogonem. Dlatego będzie ilustrowało ten wpis.

To zwierzątko nazywa się blue spotted ribbon stingray i jest absolutnie urocze. Jakby wymyślił je ktoś z Pixara. (Gdyby zazdrość była żywa, byłaby czymś z kolącym zatrutym ogonem. Dlatego będzie ilustrowało ten wpis.)

Zazdrość to taka sama przyjemność jak puszczanie wódczanego pawia. Boli okropnie, wygląda obrzydliwie i zraża nam ludzi.
Wyzwolenie się od tego gada to zadanie na całe życie. A przejście w tryb poli wbrew pozorom w tym pomaga.

Continue reading

Śmierć zakupoholiczki

Kto zgadnie, z jakiego to serialu?

Kto zgadnie, z jakiego to serialu?

Przez całe lata odpowiedź na wszystkie moje prośby brzmiała: nie, nie i nie. Bo nie. Dziwnym nie jest, że gdy wreszcie dostałam do rąk pierwszą pensję – odjebało mi na całego. Drogie matki, teraźniejsze i przyszłe. Odmawiając dzieciowi swemu WSZYSTKIEGO hodujecie nie niezłomnego ascetę, a przyszłego zakupoholika. Mówię jak jest. Mariusz Wum Kolonko.

Continue reading

Coś się kończy. Co za ulga.

Umieszczenie tej ilustracji w tym miejscu ma sens. Zobaczycie.

Umieszczenie tej ilustracji w tym miejscu ma sens. Zobaczycie.

Tuż po obiedzie polazłam do lodówki (like Wum does) i znalazłam w niej wielki kawał apetycznie przypieczonej wieprzowiny w ziołach.
– Czy ja mogę to zjeść?
– No nie wiem – zafrasował się J. – To mięcho przyniosła D. Wiesz, ta z firmy. Robiliśmy razem projekt, a potem ja robiłem ją. Nie jestem pewien, czy masz moralne prawo do tej pieczeni.
Ja (żując niefrasobliwie) – What did you say?
On (po dojrzałym namyśle): – W sumie to D. wypiła wino, którą przywiozła mi M. A co tam, żryj.

Continue reading

Życie wystawi rachunek, czyli czego nas uczą kryzysy finansowe

No właśnie, co?

No właśnie, co ja robię z moimi pieniędzmi?

Żywot freelancera jest jedną wielką improwizacją – pod względem organizacyjnym i finansowym także.Jak każda dobra improwizacja wymaga solidnych przygotowań.

Wymaga tego strasznego BUDŻETU. Oraz bezwzględnego trzymania się powziętych założeń. Poprawki i tak trzeba będzie wprowadzić, gdy zawiodą nas powzięte rachuby. Lepiej, żeby te poprawki dyktowała nieprzewidziana konieczność, nie zaś głupia zakupowa wpadka.

Continue reading

Nie będziesz walczył sam

seven samurai

Kikuchiyo, bohater „Siedmiu Samurajów” jest chodzącą przypowieścią o skutecznym przekroczeniu własnej kondycji. Kondycja człowiecza to w Japonii ówczesnej (a także w Japonii z epoki pana Kurosawy) wyrok boski, z którym się nie dyskutuje.

W Polsce czasów najnowszych to także jest wyrok. Jak się przyszło na świat w rodzinie tak zwanej patologicznej, to nie mierz dziecię zbyt wysoko. Nie przegrzewaj sobie główki. Najwyżej kioskarzem zostać możesz, albo magazynierem w Tesco. Nie, nie dlatego, żeś tępy. Ale inne dzieciaczki miały w domu rodzinnym zaciszny pokój, czyste biurko do nauki oraz Atmosferę. Gdy ty miałeś: przemoc, wulgarność i ciemną kulę strachu w wątpiach.

Continue reading