Słuchaj, dzieweczko! Ona nie słucha.

Dzisiaj opowiem Wam, dlaczego nigdy nie korzystałam  – i korzystać nie zamierzam – z żadnych serwisów randkowych.

Nauczyło mnie tego pewne doświadczenie. Historyjka będzie krótka.

Dawno, dawno temu, kiedy brontozaury przemierzały mazowiecki płaskowyż, zażerając się peerelowską watą cukrową i popijając to wodą z saturatora – ja i mój ówczesny chłopak (19 l.) postanowiliśmy Zrobić Coś Dla Beki. Wyrażenia tego jeszcze wówczas nie znano (a lampy były na naftę, mind you) jednakże taki właśnie szczytny przyświecał nam cel.

Oraz ciekawość. Zgłębiając wspólnie otchłanie młodego jeszcze internetu (takie z nas były nerdy) natrafiliśmy na serwis towarzyski. Randkowy, znaczy. Aczkolwiek większość posiadających tam profile użytkowników sprawiała wrażenie, jakby była gotowa przeskoczyć tę uciążliwą część z randkowaniem i przejść do sedna.*

Po obejrzeniu kilkunastu ofert, gdzie rolę fotki profilowej pełniło nieostre ujęcie czyjegoś prącia we wzwodzie oraz takich, których autorzy kreatywnie i malowniczo brali się za bary z obowiązującą ortografią, mnie oraz ówczesnemu puściły zawory i zaczęliśmy się śmiać. Histerycznie.

– Słuchaj – powiedział ówczesny, ocierając ślozy – myślisz, że oni potrafią czytać ze zrozumieniem?

– Nie – odparłam. –  Za czytanie ze zrozumieniem odpowiedzialne są wyższe funkcje mózgowe. „Moja Khrum, moja ruchać twoja, szybko-szybko” może do tego nie wystarczyć.  Ale nie zaszkodzi się upewnić.

Tak powstał Projekt Inezka.

Wszystkich, którzy tego odległego czasu mieli do czynienia z Inezką i wysłali jej kulturalny w tonie, językowo poprawny, Pozbawiony Załączników** list niniejszym bardzo serdecznie przepraszam. Niemniej, sami jesteście sobie winni.

Inezka nie miała ciała, nigdy nie istniała naprawdę. Była internetowym duchem, zwodniczym mitem utkanym ze złudzeń.

"Tak, nie istnieję. Co oznacza, że nigdy nie zobaczysz moich cycków. Bardzo mi z tego powodu wszystko jedno."

Tak, nie istnieję. Co oznacza, że nigdy nie zobaczysz moich cycków. Bardzo mi z tego powodu wszystko jedno.

Daliśmy jej powierzchowność jednej z licznych russian brides. Anonimowa i zapewne po wielokroć znieprawiana nieautoryzowanym użyciem fotografia dziewczęcia w wieku jak by to określił mistrz Sapkowski – łożnicowym. Bujny lok, słowiańska kość jarzmowa, kocie spojrzenie spod oka. Studniówkowa tafta ciasno opinająca wąziutki tors. Marzenie pedofila.

Daliśmy jej osobowość od sztancy, przewidywalną, pozbawioną meandrów, najprzeciętniejszą w świecie. Coś pomiędzy znudzoną pensjonarką rysującą serduszka na paznokciach a panią Jolą z osiedlowego warzywniaka. Osobiście wypełniłam ten profil –  i nie zawahałam się ostro go pokropić cukrowaną logoreą tudzież zdrobnieniami, znamionującymi umysłową mieliznę. Oraz nade wszystko nieuzasadnionym, za to zaznaczanym co i rusz, z fochem i przytupem wysokim poczuciem własnej wartości.

Jeśli dobrze pomnę, wśród ulubionych lektur panny widniało Coelho, zaś za najbardziej inspirujący film uznała bodajże „The Craft.”  Zainteresowania: ciuchy, manikiur, karaoke.

Na samym froncie, w rubryce nazwanej bodajże „poszukuję” Inezka rąbnęła następujący tekst (pisownia poniżej mniej więcej taka, jak ją zapamiętałam):

„FACECI SĄ BEZNADZIEJNI!!!11 Chętnie spróbuję z dziewczyną. SZUKAM DZIEWCZYNY. <3  <3 ^^”

Zamieściliśmy ofertę Inezki na kilku najprężniej działających portalach randkowych. Konia z tureckim rzędem temu, kto zgadnie, co nastąpiło.

Zgłosiły się tuziny facetów. Ale jakich!

Był mhroczny młodzieniec, długowłosy, brodaty i przyodziany w koszulkę z nadrukiem Morbid Angel, który przysłał naszej laleczce cytat z Dantego. (Cytat leciał tak: „Przeze mnie droga w miasto utrapienia więc mniemam, iż pochodził prosto z bryka.) Tudzież swoje zdjęcie, uwieczniające moment, gdy nonszalancko kopci szluga na parkowej ławce.

Był nieśmiały, który swe oszczędne w słowach wynurzenia ubarwił tzw. późną fotką z wesela. Wiecie, wymięty, plamy potu pod pachami, rozjechany wzrok, zaś w ramionach niewiasta, wyższa odeń o głowę. Zaznaczył przy tym: „Ta kobieta z kturą tańcze na tym zdjęciu to jest moja siostra. HAHA.” HAHA, indeed.

Było liczne grono trolli, pilnie domagających się wiedzieć, czym mianowicie płeć brzydka tak definitywnie naraziła się Inezce.

Ton, w jakim formułowali swe żądania, oscylował od pobłażliwie dowcipkującego („Ahahahahah, ubawiłaś mnie dziewczyno DOBRE! A teraz pokash cycki”) poprzez pasywno-agresywny („Wysłałbym ci swoją fotę, ale założę się, że jesteś zryta jak orne pole i nikt cię nie chce”) poprzez hm, urojeniowo optymistyczny („Pierdolisz, raz bym cie porzondnie zerżnoł i by ci się odechciało tego całego lezbijstwa”) aż po… jak to nazwać? Pieniaczo-posłanniczy***?

Przyszedł długi, gniewny w tonie list, napisany poprawną polszczyzną – być może dlatego dałam się wkręcić i doczytałam go do końca – traktujący o tym, jak to bezmyślne okrutne kobiety NIE DAJĄ SZANSY porządnym, inteligentnym, WRAŻLIWYM mężczyznom co to zwyczajnie chcieliby sobie ZARUCHAĆ i jak tak można i do czego to prowadzi?

List ów Inezka naturalnie zbyła milczeniem. Rychło przyszedł drugi, jeszcze bardziej zaangażowany oraz zauważalnie dłuższy. Po trzeciej epistole uznaliśmy z ówczesnym za stosowne odpowiedzieć w te słowa:

„Nie umiesz czytać buraku? Napisałam: szukam dziewczyny. Ciebie na pewno nie szukam. Więc się zefasuj.”

Na co rozmówca, wyraźnie ucieszony, zareagował następująco:

„Ha, a jednak napisałaś do mnie! WIDZISZ JEST DLA NAS SZANSA!” Po czym następowała zawiła elukubracja na znanych już motywach, z wyraźnym podkreśleniem zalet piszącego (porządny, inteligentny, WRAŻLIWY i tak dalej.)

Nie wiem, czy tam było coś o zaruchaniu gdyż nie doczytałam do końca, wymówiwszy się ówczesnemu bólem głowy.

O tych wszystkich dżentelmenach, co przysłali jedno lub dwa słowa tytułem nawiązania znajomości („Cze. Zainteresowana?) oraz okrasili ofertę podobizną swego prącia we wzwodzie (albo nawet bez) wspominać szerzej nie będę, bo zaprawdę nie warto.

W ciągu trzech miesięcy swojego istnienia na portalach Inezka otrzymała kilkaset wiadomości od mężczyzn (lub od mieniących się takowymi) i 2 (słownie: dwie) wiadomości od kobiet. Żadna z tych kobiet nie uraczyła nas fotką swoich genitaliów.

Zyskałam wówczas bezcenną wiedzę, którą odtąd noszę na moim naiwnym, kochliwym, skłonnym do nagłych wzruszeń sercu niczym pancerz upleciony z pokrzyw. Streszcza się ona do twierdzenia:

Kobieto, nawet jeśli wiesz, czego chcesz, to nie wiesz. Natomiast wiedzą to za Ciebie porządni, inteligentni, wrażliwi mężczyźni, zwyczajnie chcący sobie zaruchać.

Dziękuję za uwagę.

 

* do wkładania swoich narządów płciowych w cudze narządy płciowe.

** zdjęcie prącia we wzwodzie.

*** wybaczcie, że zawłaszczam terminologię stosowaną do opisu poważnych chorób psychicznych, ale szczególnie mi tu ona pasuje.

2 thoughts on “Słuchaj, dzieweczko! Ona nie słucha.

  1. Ja tez zebralam troche doswiadczenia w kwestii randkowania przez Internet i nie zawaham sie nim podzielic:)

    W dawnej epoce, kiedy jeszcze mamuty popie… biegaly sobie jeszcze na polskich lakach kolo frondystow, Rosa dobrala sie do pewnego portalu randkowego. Byla na nim dosc krotko, bo bracia znalezli strone i podkablowali rodzicielce, ale poznala klika ciekawych indywiduuw. Na pierwszy ogien jakis niewyrozniajacy sie gosciu, jako drugi uczynny sponsor, jako trzeci za to calkiem mily i ciekawy chlopak. Zadnych zdjec fiutow, malo alternatywnej ortografii.

    Drugie spotkanie nastapilo dla zartu. I tu juz dostalam caly komplet: zdjecia fiutow, (do tego nieduzych), glupie odzywki… Dlatego dlugo tam nie zabawilam, tym razem z wlasnej woli.

    Trzecie bylo spotkaniem z niemieckimi serwisami randkowymi. Zdjec fiutow nie bylo, mieli dobra moderacje, ludzie tacy sobie. Ze siedzialam tam glownie dla jezyka, nie narzekalam. Poznalam tam pewnego Roberta i jeszcze jednego Roberta, ktorzy zajeli mi ponad rok mojego zycia i pozwolili podszkolic ladnie niemiecki.

    Bedac juz w Niemczech, znowu skorzystalam z portali randkowych, chcac uleczyc obolale po drugim Robercie serduszko. na uniwersytecie trudno kogos poznac, Niemcy trzymali sie raczej ode mnie z daleka, a na tak wielkim uniwerku jak ten w Bochum latwo zachowac anonimowosc. Przyszlam, kolokwialnie mowiac, z zamiarem stracenia dziweictwa. Czekalam rok. Panow interesowala masturbacja przed kamerka, nie jakies seksy, nie chcieli sie wysilac. Znalazlo sie dwoch porzadnych, w tym jeden duzo starszy ode mnie, a drugo prosto z Polszczy, ale nie mialam na nich specjalnie ochoty.
    Na koncu znalazlam tam jednego buca, ktory mial jednak ochote na staly zwiazek, mial jednak do mnie pretensje, ze jestem plaska i jestem dziewica. Zerwalam po dwoch i pol roku, bo mialam od dluzszego czasu serdecznie dosc. Poza tym, zainteresowalam sie Azjatami.

    I tu wkraczamy na pierwszy taki portal: miejsce, w ktorym poznani ludzie sa po prostu fajni! Udalo mi sie znalezc dwa calkiem fajne zwiazki, z ktorych jeden trwa do dzis, odkrylam poliamorie, zawiazalam kilka przyjazni oraz uprawialam duzo dobrego seksu. Az zareklamuje: hey-ai.com. W porownaniu z Azjatami poznawanymi przez znajomych/w bibliotekach i innych miejscach ci poznani w Internecie wypadaja o niebo lepiej.

    Dlatego ja szukam przede wszystkim tam.

  2. Witaj, Roso. Widzę, że masz wiele opowieści związanych z sieciowym randkowaniem.
    Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie, bym mogła jeszcze kiedyś wgłębić się w temat na poważnie, ale kto wie? 😉 Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *