Co to jest poliamoria. Z pierwszej ręki

Kot Karmel uznał, że to on jest bohaterem tego postu. Weź dyskutuj z sześcioma kilogramami egotycznego futra.

Kot Karmel uznał, że to on jest bohaterem tego postu. Weź dyskutuj z sześcioma kilogramami egotycznego futra.

Szanowni, Szanowne oraz Dżendery, będzie coming out. Czyli wystawianie prywatności na pokaz, full frontal, po calaku. Kogo dywagacje nad cudzym życiem płciowym krępują/irytują/nudzą, tego serdecznie zapraszam do postu niżej.
Jestem poliamorystką. Brzmi dość dziwacznie i trudno to wymówić. Na co dzień używam więc formy skróconej – poli.
Jestem poli.

Co to oznacza? Poliamoria jest przeciwieństwem monogamii. Czym monogamia – tego zapewne nikomu nie muszę wyjaśniać, ale dla formy jedźmy z tym koksem. Związek monogamiczny to relacja nastawiona na wyłączność, z założenia szczelna niczym dobry czajnik. Dwie osoby realizują za jej pośrednictwem swoje potrzeby erotyczne i uczuciowe. Żadnemu z uczestników związku mono nie wolno realizować tychże potrzeb poza związkiem. Nazywa się to zdradą i jest powszechnie potępiane.

Mit prawdziwej miłości zakłada, iż ludzie to takie artykuły żywnościowe przekrojone na połówki, zaś każdy z nas prędzej czy później odnajdzie tę brakującą. Jak wiemy, połówki czegokolwiek (pomarańczy, gruszki, indyka) mogą być tylko dwie. Prawdziwa miłość jest kajakiem dwuosobowym.
Wszyscy znamy tę wiarę, bo w niej wzrośliśmy. Wszystkie, ale to wszystkie książki i filmy o miłości, jakie wciągnęłam w życiu opiewały właśnie ów mono model. On i ona (okazjonalnie dwóch ich/dwie one), nieważne, czy wśród gwiazd sobie przeznaczeni czy też zetknął ich prozaiczny ślepy traf. Nie ma w tego typu relacji miejsca dla osób trzecich czy czwartych. Jeśli bohater waha się, która z dwóch potencjalnych partnerek pociąga go bardziej – autor zrobi z tych rozterek istotny filar fabuły. Jeśli bohaterce ciężko przychodzi kontentowanie się ślubnym mężem i ulega urokowi kogoś jeszcze, decyzja ta w najlepszym razie ściągnie na nią kłopoty. W najgorszym zaś – nieszczęście.
Ileż wybornych tragedii opiera się na tym, iż ktoś trwale przypisany do osoby A – przespał się z osobą B! Albo na samym podejrzeniu, że fakt przespania się miał miejsce. Niejaki Otello udusił swą Desdemonę, gdyż niecny Jago umiejętnie zrobił mu kiszonkę z mózgu. Madame Bovary fakt posiadania kochanka na boku przypłaciła bardzo nieprzyjemnym samobójstwem.

Wiecie co? Mój poli wybór czegoś mnie pozbawił. Nie potrafię już śledzić perypetii tego rodzaju z należytym zaangażowaniem. Tragizm sytuacji zdradzonego męża/żony utracił dla mnie dramatyczny potencjał. Czytam o sześćsetnej z kolei kabale, odbitej od tej czcigodnej sztancy (opowieści o zdradzie, pomście i ewentualnym przebaczeniu są jednymi z najpotężniejszych, jakimi nasza kultura dysponuje, przypominam) i czuję tylko zdziwienie. Więc o t o całe to zamieszanie? Męki zazdrości, wylane łzy, razy zadane i przyjęte, destrukcja cennych więzi rodzinnych, dobyta broń biała czy też palna, czasami zaś – trupy? Bo ktoś wsadził tam, gdzie Wedle Obyczaju nie powinien był wsadzać? Łapię się na myśli: Ludzie, czy wy naprawdę nie macie poważniejszych problemów?

Koteł w kadrze z lewej...

Koteł wchodzący w kadr…

Już tego nie rozumiem. A kiedyś rozumiałam.

Nie będę Wam w tym poście linkowała żadnych branżowych stron ni Mądrych Książek. Zakładam, że gdybyście chcieli przeczytać Mądrą Książkę o poliamorii – znajdziecie taką bez trudu. Zamiast tego opowiem, jak rzecz wygląda z mojej perspektywy.
Spędziłam w sumie dwanaście lat w jak najbardziej tradycyjnych związkach na wyłączność. W pierwszym – osiem, w kolejnym zaś – cztery. Zamykając ten ostatni (pod wieloma względami zresztą bardzo udany) związek byłam pewna jednego. Nigdy więcej monogamii. Ja się po prostu do niej zupełnie nie nadaję.
Stwierdzam to jako osoba, która nigdy w życiu nie zdradziła partnera. (Co nie znaczy, że nie miałam pokus. Ani powodów, by im ulec. Nie uważam się za jednostkę szczególnie świątobliwą.)

Czy człowiek rodzi się do wierności w stereo, czy też to Kultura kładzie mu swe ciężkie łapsko na karku? Nie wiem. Nie mam kompetencji, by się wypowiadać w tej kwestii. Mogę Wam powiedzieć, co zaobserwowałam. Świat jest pełen ludzi w zamkniętych związkach, którzy marzą – dosłownie marzą! – o ich otworzeniu.

Ale tego nie zrobią. Bo mąż/żona nigdy się nie zgodzi. A przecież jesteśmy do siebie przykuci dożywotnio, łańcuchem. Bo mamy dzieci, cztery koty, segment w budowie, kredyt na najbliższe 140 lat. Bo coś tam.

Moim nieskromnym zdaniem życie jest zbyt krótkie, by brnąć przez nie z zaciśniętymi we frustracji zębami. Albo też w chronicznym kłamstwie. Bo realizowanie swoich istotnych potrzeb chyłkiem-ciszkiem, w ukryciu przed naszym baaardzo monogamicznym partnerem jest kłamstwem.
Ale ja nie posiadam małżonka ni potomstwa w różnych stadiach larwalnych. Kredyt to dla mnie pojęcie z gatunku hard science fiction. Zaś wszystkie koty należą do Godryka.
Więc Łatwo Mi Mówić.

...koteł wychodzący z kadru.

…koteł wychodzący z kadru.

Czy poliamoria i związek otwarty to to samo?

Nie. Związek otwarty to pojęcie o innym ciężarze gatunkowym. Państwo Przykładowi decydują, iż dożywotni seks z jedną i tą samą osobą nie jest dla nich. Odtąd jedno z nich – lub oboje – będzie mogło się realizować erotycznie poza związkiem. Za wiedzą i przyzwoleniem partnera. Słówko „erotycznie” jest tu kluczowe. Z tego, co wiem, związki otwarte polegają na odgórnie zadekretowanej wolności sypiania, z kim chęć, lecz miłość nadal pozostaje w nich dobrem reglamentowanym.

Istnieje możliwość, że jeśli pan Przykładowy zakocha się z kobiecie, z którą realizuje swoją porcję otwartości – jego żona nie będzie zadowolona.

Niektóre pary niwelują to ryzyko, otwierając się wyłącznie na trójkąty. Czyli mogę ewentualnie pójść w piernaty z Andrzejem ORAZ z Basią Przykładowymi. Z samym Andrzejem już nie.

Poliamoria zakłada brak wyłączności emocjonalnej. Oboje uczestników związku ma prawo do innych relacji o charakterze nie tylko seksualnym, lecz także uczuciowym. Zakochanie się w kimś trzecim nie jest tu traktowane jako niewierność.

W efekcie zamiast jednego związku dwuosobowego powstaje sieć relacji. Przez niektórych zwana wdzięcznie polikułą.

Podstawowe założenie brzmi: tak, możesz darzyć uczuciem więcej, niż jedną osobę na raz. Zupełnie tak, jak możesz mieć wielu przyjaciół. Gdybyś z nich wszystkich miał wybrać tylko jednego – byłbyś w kropce, prawda?

Czy to znaczy, że w poliamorii nie ma czegoś takiego jak zdrada?

Niezupełnie. Ile związków poli, tyle zasad ich funkcjonowania. Kto te zasady wyznacza?

Uwaga, bo to będzie zajebiste: nie społeczeństwo. Nie kościół katolicki czy jakikolwiek inny. Nie prezydent RP. Nie tata z mamą. Tylko i wyłącznie WY. Uczestnicy związku.

Moja przyjaciółka E. mawia: różni ludzie, różne potrzeby, różne zestawy Pan-Vitan. W praktyce oznacza to tyle, że (poza zasadą obópólnej świadomej zgody) nie istnieje żaden odgórnie spisany regulamin. Żadne aprobowane unijnie ramki, w które poliamoryści powinni się wcisnąć. Co dobre dla jednej konkretnej pary, inną przyprawi o wyłysienie z nerwów i ochwacenie się z rozpaczy. Zatem nie pchajmy tej oślicy zadem w dół minaretu.*

Kilka przykładów z rękawa.

> Ziutek i Mariolka są małżeństwem. On jest zaprzysięgłym monogamistą i małżonka wystarcza mu do szczęścia. Mariolka jest poliamoryczna i biseksualna. Za wiedzą i akceptacją Ziutka tworzy równoległy związek z pewną Dżesiką. Gdyby zakochała się dodatkowo w jakimś mężczyźnie, Ziutek byłby głęboko zraniony. Z punktu widzenia Ziutka zdradą jest sytuacja, w której jego żona obdarza uczuciem kogoś jego własnej płci. Nie tak się umawiali.

> Kalikst i Pulcheria są parą bez ślubu. Oboje określają się jako poli. Kalikst jest biseksualny. Oprócz Pulcherii jest zaangażowany w jeszcze dwa inne związki: z Florą oraz z Fabianem. Pulcheria jest hetero. Oprócz Kaliksta spotyka się jeszcze z dwoma innymi panami. Z Agatonem prócz namiętności łączy ją głęboka przyjaźń. Z Edziem – tylko pożądanie. Kalikst i Pulcheria ustalili, że nie będą się nawzajem w żaden sposób ograniczać. Pojęcie zdrady w ich relacji zasadniczo nie istnieje. (No, chyba że Kalikst nawiązałby relację z niejaką Rózią. Pulcheria nie cierpi tej baby.)

> Stefano i Fabrizio są parą. Fabrizio jest poli, a Stefano nie. Fabrizio oprócz Stefana regularnie spotyka się z niejakim Gian Battistą. Panowie nie nazywają tego miłością. To związek typu friends with benefits. Fabrizio oświadczył Stefanowi, że gdyby miał z kimś wchodzić w równoległą relację opartą na uczuciach, to na pewno akurat nie z Gian Battistą. Ale pewnego razu nasz Fabrizio zmienia zdanie. Wraca ze schadzki z Gian Battistą – i deklaruje Stefanowi, iż kocha ich obu. Z punktu widzenia Stefana zdradą jest sytuacja, w której jego chłopak obdarza uczuciem akurat tego cholernego Gian Battistę. Nie tak się umawiali.

> Rycha i Zdzicha** są parą. Obie identyfikują się jako poli. Rycha i Zdzicha dzielą także wspólnego chłopaka – niejakiego Filemona. Nie oznacza to, że Rycha, Zdzicha i Filemon chadzają razem w pościel. Relacja każdej z pań z Filemonem rozwija się niezależnie. Rycha i Zdzicha zawarły umowę, że dzielą wszystkie informacje dotyczące Filemona. Pewnego dnia Filemon wyznaje Ryśce, że ma stwardnienie rozsiane. Ta zachowuje rewelację dla siebie. Kiedy rzecz wyjdzie na jaw, Zdzicha będzie się czuła zdradzona przez partnerkę. Nie tak się umawiały.

Obczajacie zasadę?
Wpis zrobił się długi, a ja zasadniczo nie wyszłam jeszcze poza wstęp. Dajcie mi proszę znać w komentarzach, czy Was ta tematyka interesuje? Czy mam kontynuować?

 

 

 

 

*Nic na siłę.

**Kończą mi się pomysły na charakterystyczne imiona osób fikcyjnych, naprawdę.

 

27 thoughts on “Co to jest poliamoria. Z pierwszej ręki

  1. Nie zapomnij napisać jeszcze o tym, jak się umawiają również trzeci czy czwarci partnerzy, czyli co myślą Agaton, Edzio, Dżesika.
    Gratulacje z okazji odnalezienia siebie i życia zgodnie ze swoją naturą! Fantastycznie, o ile panuje pełna szczerość i wzajemne zaufanie 🙂

  2. Bardzo ciekawy temat.
    Z mojego punktu widzenia jako osoby, która nigdy nie była w związku, taka postawa wydaje się racjonalna – skoro ufam danej osobie i wiem, że mnie kocha, to czemu miałoby mi robić źle, jeśli nie jestem tym jedynym? Wydaje mi się, że takie coś byłoby oznaką niepewności i niskiej samooceny. Jednocześnie sam mam niską samoocenę i zdaję sobie sprawę, że moje emocje mogłyby być o 180 stopni różne od rozumowania.

    Związek poliamoryczny mężczyzny i dwóch kobiet wystąpił w serialu „Fałszerze – powrót Sfory”. O ile dobrze pamiętam nie został przedstawiony jakoś szczególnie negatywnie, ale jednak na końcu obie dziewczyny zdecydowały odejść uznając ten związek za coś niepoważnego.

  3. Od jakiegoś czasu sam zaczynam się zastanawiać, czy nie jestem przypadkiem poli. Niestety, NFZ nie refunduje takich testów laboratoryjnych.

    Z uczuciami w ogóle jest zabawnie, bo często, gęsto nie chcą się, cholera, słuchać mózgu i idą sobie w zupełnie inną stronę. Może i Fabrizzio obiecał Stefano, że nie absolutnie się nie zakocha, a tu jednego dnia bah, przez łeb, i się zakochał.

    I teraz pytanie, czy to już zdrada, czy nie?

    Mi się tam wydaje, ale za eksperta uchodzić nie zamierzam, że największą zdradą byłoby zatajenie lub celowe i świadome działanie wbrew ustaleniom.
    Trochę mnie z tego punktu boli funkcjonujące od pewnego czasu w „mediach majnstrimowych” pojęcie zdrady emocjonalnej. Bo tak jak nad tym, przed kim ściągamy spodnie mamy jako taką kontrolę, to nad emocjami już nie do końca.

    • Ravciu, myślę, że jeśli obudziło się w Tobie uczucie (prawdziwe uczucie, a nie powierzchowne zauroczenie czy zwykła chuć – nie żebym deprecjonowała chucie, ale nie o nich tu mówimy) do kogoś poza NADAL KOCHANYM stałym partnerem, to znaczy, iż masz tendencje poli. Pojęcie zdrady psychicznej to śliska rzecz. Być może nie ujęłam tego dostatecznie jasno. Uważam, że nie warto mieć pretensji do Fabrizia, że się zakochał. Natomiast w pełni rozumiem ewentualny żal Stefana z tego powodu. Umowa to umowa. A w związkach nienormatywnych dosłownie wszystko na tej umowie się opiera.

  4. A ja mam właśnie mega doła, bo żyjąc w związku mono, poznałem drugą dziewczynę niesamowitą. Bardzo między nami zaiskrzyło, lecz z uwagi na to, że mam już żonę i dziecko złapaliśmy tylko doła. Dziewczyna wyjechała na staż za granicę, w tym czasie ja zdałem sobie sprawę, że monogamia to nie moja bajka, a moim marzeniem byłaby rodzina z obiema dziewczynami i z drugą także chciałbym mieć dzieciaki. Dziewczyna jest na tyle specyficzna, że snułem sobie chytry plan coming out, nie obawiając się zupełnie, że ktoś w tym czasie będzie na tyle odważny, by nią sobą zainteresować. Na pewno nie w tym kraju 😛 No i właśnie nie spodziewałem się, że może przecież wrócić ze stażu z zagranicznym kolegą, co się właśnie stało 🙁 Pomimo wielu rozterek, czy można itd. postanowiłem jeszcze w desperacji zaryzykować i zawalczyć. Czułem, że gdyby nie zagraniczny kolega mój plan był możliwy. Zrealizowany na szybko legł w gruzach. Żona w żartach stwierdziła, że nie zgadza się na harem, a dziewczyna oceniając moją propozycję jako interesującą, także nie zgodziła się na „życie na kupie”. Mówi, że nie umiała by się czymś tak ważnym dzielić 🙁 Z tego wszystkiego wiem tylko, że mając NORMALNĄ rodzinę, nigdy nie będę w życiu w pełni szczęśliwy, tak jak JA bym chciał. MUSZĘ być szczęśliwy, wiedząc że one są szczęśliwe tak jak one chcą i to jest niestety mega trudne do zaakceptowania. Z jednej strony rozsądek mówiący, że muszę, z drugiej dalsza chęć walki. Gdybym nie spróbował, miałbym jeszcze złudzenia, marzenia. Teraz mam tylko wiedzę. Rozterek jest dużo więcej, ale tu tak w skrócie wrzuciłem historyjkę. Jestem mega wściekły, że żyję w tak głupich realiach, gdzie ludzie, ludziom zgotowali ten los i nazywają to kulturą, czy dorobkiem. Wiem, że szansa była 🙁 Jedyne, co wkurza mnie we wszystkich tekstach o poliamorii to stawianie w nich jako podstawowego celu, realizację erotyczną. Ja zdycham, bo tęsknię, a uczucia tego nie mogę dzielić z żadną z bliskich mi osób. Muszę się cieszyć życiem na siłę i tak do końca życia, czyli w uj czasu 🙁

    • Xellos, podniosłeś ciekawą kwestię. Uważam, że niechęć obu bliskich Ci kobiet do „życia na kupie” (poliamoria absolutnie nie równa się – wspólnemu domowi i dzieleniu codzienności ze wszystkimi zainteresowanymi, ale o tym napiszę jutro) niekoniecznie musi wynikać z kulturowych klapek na oczach. Poli nie jest czymś, na co można się ot, tak przestawić, jeśli naturalnych skłonności brak. Istnieją ludzie całkowicie monogamiczni i niestety Twoja żona może być jedną z nich. Myślę jednak, że zawsze jest nadzieja na życie do pewnego stopnia w zgodzie z sobą. Ale tylko jeśli szczerze i otwarcie porozmawiasz z małżonką o swoich potrzebach. Jeśli nie odpowiada jej idea „haremu”, to może zgodziłaby się, abyś dzielił swoje życie między dwie kobiety, dwa domy? Ja np. nie chciałabym żyć pod jednym dachem z moim partnerem oraz jego drugą dziewczyną, ale zasada, że on regularnie jeździ do niej – albo ona do niego – jest dla mnie jak najbardziej komfortowa.

      • Sęk w tym, że przez moment miałem wrażenie, że to na prawdę było dla wszystkich stron możliwe. Może się mylę, ale wg mnie przegapiłem właściwy moment. Byłem zbyt pewny, że się uda 🙁

      • >>Jeśli nie odpowiada jej idea „haremu”, to może zgodziłaby się, abyś dzielił swoje życie między dwie kobiety, dwa domy?<<
        w tych planach układania czyjegoś życia bierzecie może pod uwagę, że nie tylko Xellos ma w tym układzie bolączkę i problem? przecież dla jego żony postawienie takiego faktu już nie jako żartu, tylko realnej sytuacji to może być jeden z najcięższych życiowych dramatów. Nie mówię, że musi i że na pewno będzie najcięższym, nie znam kobiety, nie wiem, jaką ma odporność na doświadczenia życiowe i jaką tolerancję odnośnie życiowych zakrętów.
        Ale przypuśćmy, że takie dictum jest dla niej jak cios, zniszczenie ideałów, totalne rozwalenie wszelkich podstaw, na których zbudowała swoje życie z mężem. Czy ta dziewczyna w ogóle się nie liczy? nie liczą się jej odczucia?
        Jakby się nie obrócił, dupa będzie z tyłu, tak czy siusiak – albo będzie cierpiał X, albo jego żona, albo oboje…
        szczerze pisząc, nie wytrzymałabym takiej sytuacji i odeszła, nawet za cenę wycia z tęsknoty za danym mężczyzną. Nie za cenę połamanego serca, bo i tak po takiej wolcie miałabym je połamane w drobne, różowe kawałki.

        • >>Nie tak się umawiali.<>Umowa to umowa.<<

          Ciekawe, że sytuacja, która w związkach nienormatywnych została uznana za zdradę (zakładam, że wzięcie ślubu w monogamicznej relacji jest umową, którą traktuje się równie poważnie, jak ustalenia dotyczące polizwiązków), w przypadku Xellosa jest negocjowalna i udziela mu się rad jak mógłby się wymigać z monogamii na rzecz osobistego szczęścia.

          • Słodki Jezusie skaczący o tyczce. Nie: wymigać. Wynegocjować zmianę umowy. Oraz: nie „udziela się mu” – tylko ja, Wum, udzielam. Możesz zwracać się do mnie bezpośrednio, nie ugryzę.

  5. xellos, problem w tym, że nie możesz być szczęśliwy, więc musisz sobie z tym jakoś radzić. Same here. Nie chodzi głównie o seks (choć niewątpliwie jest bardziej niż mile widziany), a właśnie o pewne konkretne osoby, o uczucia.
    …więc milczę i wzruszam ramionami na pojęcie „zdrady”.

    • Mi nie chodzi zupełnie o seks. Cieszyłbym się na samą myśl, że mieszkamy niedaleko siebie i możemy spotkać się od czasu do czasu. Tak się jednak złożyło, że doszedł do tego spory dystans. Cóż, będę czekał i tak, może się coś zmieni w przyszłości.

  6. W Warszawie raz na miesiąc odbywają się spotkania osób poli – jak coś, zapraszam. Więcej info i zasady po napisaniu na fcbku na prv profilu poliamoria.pl (ew. może być do mnie na fejsie na prv, Godryk ma mnie w znajomych, a ja już mogę resztę ustaleń z politowarzystwem przejąć na siebie).

  7. jestem na tak… chodzi o uczciwosc tylko i wylacznie , i jak dl amnie to o to ze przestalam oczekiwac juz kilka dobrych lat temu ze znajde wszystko w 1 osobie. jesli Ktos mnie kocha a ja jego, to puszczam wolno, jesli to jest ten to nie zniknie tylko dlatego ze dostal wybor, a jesli to uczyni go szczesliwszym to i mnie. a ja do monogamii sie nie nadaje jedenego penisa do konca zycia sie trezmac nie bede jednego serca tak na serio .. tak… te inne to prezlotne uniesienia , chwilowe zuroczenia, byc moze przyjazn i sex, ale ten jeden jedyny jest jeden jedyny , a Ci inni/inne sa milym dodatkiem. jak z przyjaciolmi z jedymi rozmawiam o wszystkim i ufam bezgranic, z jednymi jezdze na rolkach, z innymi chodze po gorach, z jeszcze inymi chodze do teatru nie oczekuje od przyjaciela ze bedzie mna w potrezbach i pasjach, ani nie zamierzam rezygowac z teatru tylko dlatego ze moj przyjaciel tego nie czuje.. z Partnerem zyciowym tym bardziej 🙂

  8. Pingback: Co to jest poliamoria (2). Z czym to się je? | Nina Wum

  9. Trochę to wszystko pogmatwane. To znaczy nie neguję, jeśli wszystkim zainteresowanym taki układ pasuje i umieją lawirować między tymi wszystkimi uczuciami, nie krzywdząc nikogo, to zajebiście! Ale czy nikt się nie zgodzi, że w takim związku jednak łatwiej komuś zrobić emocjonalne kuku? Wszystkie te granice są płynne, uczucia, seks i przyjaźń to rzeczy bardzo ze sobą powiązane. W związku monogamicznym granice poruszania się są jasno i jednoznacznie wyznaczone – a tutaj? Trochę zbyt łatwo naginać taki układ, a wtedy to już jest nie fair.

  10. Jestem na maksa zauroczona. Do dzisiaj myślałam, że ten poziom świadomości jest niemal niespotykany, że mało kto „ma tak, jak ja”, tymczasem siedzę od 3 godzin i chce mi się płakać ze wzruszenia czytając takie słowa. Dziękuję, raaany, to piękne!!!! 🙂

    • Rosemary, miło mi ogromnie, że wzbudziłam uczucia tak Pozytywne. Nie jesteś sama – ludzi poli żyje wokół nas całkiem sporo i zapewne ich liczba będzie się powiększać. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *