Mężczyźni, których kochałam

metal love

 

Z B. leczyłam się długo i boleśnie. Być może coś mi zadał, jak ujmowali rzecz bohaterowie Sienkiewicza. Pachniał nie jak człowiek, lecz jak stworzenie z pogańskich mitologii. Wrotycz i nasięźrał. Ślepia miał kpiące, czułe i tęskne (nie dla mnie.) Psychiczny woal – z gatunku niepenetrowalnych. Palił (co ja mam z tym paleniem!) świadomie efektownie, bez pośpiechu, delektując się każdym dymkiem. Siadałam mu na kolanach naga, z petem w zębach, a on nieśpiesznie przerzucał niekończącą się bibliotekę klasycznych metalowych kawałków. Uwielbiałam chłód jego rozsypanych włosów. Oraz gdy mi śpiewał.

Continue reading

Trzeba mieć fantazję i pieniądze, synku czyli „Secondhand Lions”

Film ku pokrzepieniu serc. Krzepi naprawdę, i to jak!

Film ku pokrzepieniu serc. Krzepi naprawdę, i to jak!

Nici, którymi w „Secondhand Lions” zszyto rzeczywistość i fantazję do subtelnych nie należą. Litry słodyczy, kapiące z kluczowych scen mogą zniechęcać co wytrawniejszego konsumenta kinematografii.
A jednak warto. Zdecydowanie warto. Ponieważ Duvall oraz ponieważ Caine. Starsi panowie dwaj w rolach ekscentrycznych, stroniących od ludzi braci McCannów (którzy, jak szepczą sąsiedzi, skrywają w piwnicy fortunę) lśnią najpierwszym blaskiem.

Continue reading

Przyjdą single i zniszczą wasze rodziny (a geje jeszcze bardziej) VOL. 2

 Bridget bardzo przeprasza pana Kołodziejskiego za to, że jest  bezużytecznym  singlem. (źródło obrazka: onet.pl)

Bridget czuje się ugodzona w miętkie po lekturze oraz bardzo przeprasza pana Kołodziejskiego za to, że jest bezużytecznym singlem. (źródło obrazka: onet.pl)

Witam w dzisiejszej audycji. Zostało mi do omówienia dolne pół fenomenalnie niedorzecznego artykułu z Rzepy (o, tego: http://www4.rp.pl/artykul/1185694-Single-kontra-rodziny.html)

Ton i wydźwięk utworu został do samego końca twardo wytrzymany. Żadnych zaskoczeń. Mamy do czynienia z tzw. eskalacją zajoba. Widok to niezbyt wdzięczny, za to interesujący.

Do czynu!

„Singiel, żeby być szczęśliwym singlem, musi się ciągle utwierdzać w przekonaniu, że postępuje słusznie. (…)musi z gorliwością neofity walczyć z rodziną na każdym niemal kroku.”

Prawda to szczera. Jak przyjeżdżam czasem do matki na niedzielny obiad (macierz ma posiada cierpliwość benedyktyńską do obierania, siekania, krojenia etc. i w związku tym potrawy jej są znacznie bardziej frymuśne, niż te moje) to jeszcze po widelca nie sięgnę, jeszcze kotleta dobrze nie rozkroję – a już Zwalczam Rodzinę. Z gorliwością neofity, prawda. Ponadto mijając na ulicy grupy wieloosobowe złożone z ojca, matki oraz x nieletnich – wydaję z siebie nienawistny wizg. Tudzież pluję im pod nogi.

Continue reading

Przyjdą single i zniszczą wasze rodziny. A GEJE TO JUŻ W OGÓLE.

Ludziska, chwytajta za kosy a kłonice, single pod wieś podchodzą!

Ludziska, chwytajta za kosy a kłonice, single pod wieś podchodzą!

Nie jestem szczególnie konfrontacyjnym lewakiem. Zbyt wielki leń we mnie drzemie, bym pilnie przeglądała coraz to nowe urocze cudności z natemat czy innej Frondy. Czasem jednak nawet takiemu misiowi koala (kojarzycie: wisi toto cały dzień na gałęzi i żuje alkaloidy) żyłka pęknie. Są momenty, gdy należy chwycić za mentalny szpadel. By ogarnąć gnój. Który ktoś niefrasobliwie rozlał w imię dniówki.

Continue reading

Coś się kończy. Co za ulga.

Umieszczenie tej ilustracji w tym miejscu ma sens. Zobaczycie.

Umieszczenie tej ilustracji w tym miejscu ma sens. Zobaczycie.

Tuż po obiedzie polazłam do lodówki (like Wum does) i znalazłam w niej wielki kawał apetycznie przypieczonej wieprzowiny w ziołach.
– Czy ja mogę to zjeść?
– No nie wiem – zafrasował się J. – To mięcho przyniosła D. Wiesz, ta z firmy. Robiliśmy razem projekt, a potem ja robiłem ją. Nie jestem pewien, czy masz moralne prawo do tej pieczeni.
Ja (żując niefrasobliwie) – What did you say?
On (po dojrzałym namyśle): – W sumie to D. wypiła wino, którą przywiozła mi M. A co tam, żryj.

Continue reading

Jak poderwać kobietę. Brylanty z portali randkowych

whoa!

 

„Srom kobiecy jest dla mnie jak fortepian, na którym z rozkoszą wygrywam melodie…”
Zakładając konto na portalu randkowym spodziewałam się wielu rzeczy. Przygnębiającej posuchy (w końcu włos ścinam krótko, obcasów nie używam; w ogóle powierzchowność mam daleką od Dodowatej.) Dramatycznych listów od czterdziestoparoletnich kawalerów, którym mama wciąż pierze gacie. Zetknięcia nos w nos z etosem cebulactwa. Sypanych hojną ręką zdjęć prącia we wzwodzie.

Nie spodziewałam się, iż będzie z tym wszystkim tyle śmiechu. A że dobry humor najlepszym antybiotykiem, postanowiłam się nim z Wami bezinteresownie podzielić.

Continue reading

Jak spotkałam Fisza i Emade albo: rzecz o Względności Luksusu.

fisz-emade-cud-nius (1)

Wykwintne, b. drogie dania w Luksusowej Restauracji – wiecie może, jak wyglądają?
Dostajesz talerz dziwnego kształtu. Ogromny.
Na nim napierdolone sałaty i innych niejadalnych liści. A na tym poszyciu leśnym trzy (słownie: trzy) raczej małe przegrzebki. Leżą i łypią na ciebie niechętnie.
Wciągasz je na raz, dwa i czujesz się jak krasnoludy na wycieczce w Lorien. („I don’t like green food!”)

Continue reading

Jestem za stara. I kocham ten stan.

Za stara by wciskać się w buty, w których moje stopy płaczą z bólu. By obnosić fryzurę, która wcale mi się nie podoba, bo misiu zawsze marzył o naturalnej hipisce z konwaliami w niefarbowanych splotach. Za stara, by słuchać opinii odnośnie własnej osoby, o którą nie prosiłam.
Lecz nade wszystko – za stara, by choć na moment pomylić czyjeś roszczenia z własnym obowiązkiem. To wspaniały stan, który zalecam każdemu.

Continue reading

31.

Yippee-ki-yay, jak zwykł mawiać Niezapomniany John McClane. (Mój patron zresztą, jeśli idzie o wiele spraw.) Dożyłam.

Dwa dni temu przekroczyłam magiczną granicę, jaka oddziela kobietę Wciąż Młodą i Mającą Przed Sobą Wszelkie Perspektywy od takiej, Która Już Nie. A przynajmniej tak pouczają nas wszelkie filmy i seriale z których, jak wiadomo czerpię wiedzę o otaczającym mnie świecie. Wyłącznie. Popkultura ma do trzydziestkijedynki stosunek zaiste rozczulający. Taki jak na filmiku powyżej.

Continue reading

Gojira. Przez er.

Ale się spasł/a. To wszystko przez postępujące zatrucie środowiska.

Ale się spasł/a. To wszystko przez postępujące zatrucie środowiska.

Gdybym chciała niebanalnej fabuły, wyrafinowanej, głębokiej psychologii tudzież wybitnego aktora w głównej roli, nie wybrałabym się na „Godzillę”. To jest film o przerośniętym dinozaurze z morza. Z laserem w paszczy, na litość nieboską. Malowniczą potworność potworów wyreżyserowano – oraz pokazano – koncertowo. Tytułowa Godzilla nie pojawia się przez ponad jedną trzecią filmu. A gdy wreszcie mamy z nią przyjemność – operator skąpi nam porządnego widoku. Cienie, wzburzona fala, unoszący się nad nią charakterystyczny kończysty grzbiet. Śmigający fragment równie rozpoznawalnego ogona. Niedosyt. Jak w pierwszym „Obcym” lata temu – widzimy tylko tyle z gada, ile absolutnie konieczne, by być pod wrażeniem.

Continue reading