Bashobora blues

Dziwnę dziecko. Niekoniecznie pasuje mi do tematu opowieści. Za to uroczo wygląda.

Dziwne dziecko. Niekoniecznie pasuje mi do tematu opowieści. Za to uroczo wygląda.

Dyzio (lat 10) nie był taki, jak inne dzieci. Dyzio był dziwny. Przysparzał swym rodzicom zmartwień.

Nie uczył się, choć zdolny był podobno. Głód wiedzy przejawiał tylko na matematyce, pani wprost nie mogła się go nachwalić.

Z pozostałych przedmiotów przynosił do domu pałę za pałą oraz zeszyty pozbawione notatek, natomiast skalane rozlicznymi Godzillami, Conanami i gigantoidalnymi czachami wypluwającymi pociski. Tudzież węże. Okazjonalnie rysował też karykatury nauczycieli. Nawet dość zabawne, gdyż często utrafione w punkt.

– Co to jest. Czy ty jesteś normalny, co? – trapiła się mama Dyzia, ujmując z obrzydzeniem za pogięty róg pomazanego i wymemłanego zeszytu. – Upadłeś na głowę, co? Chcesz mnie zdenerwować? Chcesz trafić do zakładu, jak dziadek Zdzisiek? Chcesz-trafić-do-zakładu? Odpowiedz mi.

Co gorsza, Dyzio był aspołeczny.

Wychowawczyni klasy IV C przyuważyła go, jak blady, chudziutki i godny wystercza przerwę za przerwą na ławeczce pod biblioteką, piastując na kolanach gruby tom. Co ujrzała, to odnotowała w specjalnie do takich celów przeznaczonym zeszyciku: „DYZIO NIE BAWI SIĘ Z INNYMI DZIEĆMI.” Zdobytą wiedzę w dobrej wierze przekazała rodzicielce Dyzia podczas najbliższej wywiadówki.

– Dlaczego nie bawisz się z innymi dziećmi? – indagowała mama Dyzia, wzdychając gorzko nad kuchennym blatem. – Pani powiedziała mi, że się nie bawisz. Znowu-są-z-tobą-jakieś-kłopoty, a ja muszę oczami świecić. Odpowiedz mi!

Dyzio, tak introwertycznie zapadnięty w siebie, że wydawał się jeszcze chudszy niż zwykle wymamrotał coś niezrozumiałego.

– Co takiego?

-…dokuczają mi. Inne dzieci.

– To ty im dokucz! – dowcipnie znalazł się tata Dyzia. – Jak ci taki jeden gówniarz z drugim…

– Karol – jęknęła mama Dyzia.

– Cicho tam! Jak ci taki jeden gówniarz z drugim podskoczy, to ty mu zrób o tak, o! – tu tata Dyzia zaprezentował prawidłowe ushiro-mawashi-geri, omal nie strącając cukiernicy. Miał zielony pas w karate i był z tego strasznie dumny.

Rozwiązywanie konfliktów w czterech prostych krokach.

Rozwiązywanie konfliktów w czterech prostych krokach.

– … – powiedział Dyzio.

– Że co?

– …nie umiem. Zresztą nie chcę.

Rodzice Dyzia niezależnie od siebie, ale jednomyślnie pokręcili głowami.

– Synu, nie bądź ciotą. Nie bądź ciotą, bo na pochyłe drzewo każda koza wejdzie! – tata żartobliwie pogroził potomkowi palcem, po czym w poczuciu spełnionego obowiązku oddalił się w stronę telewizora. Na Polsacie leciał Van Damme.

Kilka dni później wychowawczyni wezwała mamę Dyzia na rozmowę. Okazało się, że Dyzio pobił kolegę, który go przezywał.

Mama Dyzia tak się zestresowała, że aż musiała przyciąć Dyziowi po pupie rurą od odkurzacza. Kiedy z pracy wrócił zmęczony, głodny i nieprzychylnie usposobiony do otoczenia tata, po zapoznaniu się ze sprawą ujął porzuconą w przedpokoju rurę i dokończył dzieła.

– Żebyś sobie na całe życie zapamiętał! – ryczał. – Nie wolno nikogo bić, gówniarzu!

Po telefonicznej naradzie z babcią głęboko wzburzeni rodzice Dyzia podjęli decyzję: trzeba zabrać potomka na spotkanie ze znanym chrześcijańskim uzdrowicielem.

W kościele bywają wprawdzie sporadycznie (tj. wtedy, gdy kto zaprosi na wesele, lub gdy ktoś kojfnie) lecz przecież moc Pana Jezusa jest wielka. Może ona chłopaka naprostuje?

3 thoughts on “Bashobora blues

  1. tez tak mialem. od przedszkola do 4 klasy – „dlaczego pozwalasz sobie sypac piasek na glowe, co z toba? postaw im sie!”, od 4 do 12 klasy – „znow wezwali mnie do dyrektorki, ze bijesz kolegow, co z toba?”

  2. Lubię te Twoje opowiastki o ludziach noszących dziwne imiona. Z niektórych (opowiastek, nie ludzi) byłyby świetne felietony do jakiegoś pisma.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *